Wybór płci kota i zapobieganie ciąży
O ile kot nie pojawi się w naszym domu niespodziewanie, powinniśmy przemyśleć sprawę płci nowego domownika.
Koty i kotki różnią się w pewnych granicach zachowaniem, oraz
dostarczają różnych specyficznych problemów - związanych głównie z ich
seksualnością. Nie jest to jednak regułą, oczywiście każdy kot jest
wielkim indywidualistą i jest niepowtarzalny w swoim charakterze oraz
zachowaniu. Znam wiele domowych kotów i żaden nie przypomina innego,
jednakże przeważnie widać różnice w zachowaniu i wyglądzie kotek i
kotów.
Kocurki są zazwyczaj większe i dorodniejsze niż ich partnerki i, o
ile nie zostaną wykastrowane zbyt wcześnie, mają charakterystyczny
"samczy" wygląd. Oczywiście nie jest to żadną regułą :)
Bywają bardzo masywne kotki, bywają szczuplutkie, delikatne kocurki.
Kotki są bardziej smukłe i gibkie. Kotki bywają też bardziej łowne i
niezależne. Ale od razu zaznaczam - nie ma w tej dziedzinie żadnych
sztywnych zasad ;).
Jest nawet takie powiedzenie: regułą w przypadku kotów jest to, że nie ma żadnych reguł ;)
Gdy ktoś jest zdeklarowanym przeciwnikiem kastracji - powinien mieć
świadomość że nie wykastrowany kocur poza zwyczajem znaczenia może mieć
niczym nie prowokowane ataki agresji - z powodu nie wyładowanego
temperamentu seksualnego. I w takiej sytuacji cierpi kot, cierpi też
jego człowiek. W imię "dobra kota".
Taki kocur może być wręcz niebezpieczny - co oczywiście nie jest jego winą.
U kotki łatwiej znieść objawy jej seksualności, są też środki chemiczne
które w tym pomagają. Ale to służy wyłącznie naszej wygodzie i
uciszeniu sumienia - środki te są bardzo szkodliwe i często prowadzą do
groźnych schorzeń które kończą się poważnymi operacjami lub nawet
utratą życia.
Z rozmów ze znajomymi lekarzami weterynarii wynika, iż gdyby tak bardzo
nie kochali zwierząt to każdemu właścicielowi kotki polecaliby środki
hormonalne. Oznacza to ciągły zysk, a kotka prawdopodobnie i tak,
wcześniej lub później wyląduje na stole operacyjnym, tyle że operacja
usunięcia guzów lub ropomacicza jest o wiele poważniejsza i droższa.
Dlatego przy podejmowaniu decyzji o płci naszego przyszłego kota
powinniśmy zwrócić szczególną uwagę na zachowania seksualne tych
zwierząt. Otóż kocury mają bardzo nieprzyjemny zwyczaj znaczenia
wszystkiego swoim mocno woniejącym moczem. Utrudnia to życie wszystkim
domownikom, nie wspominając o znajomych którzy nas zechcą odwiedzić.
Biorąc do domu samca musimy liczyć się z tym iż albo przeprowadzimy
odpowiedni zabieg, albo będziemy znosić bardzo przykry zapach oraz, w
czasie występowania rui u kotek, głośne krzyki i tęskne spojrzenia na
okno i drzwi.
Z kotkami też nie jest łatwo; mają ruję ok. dwa razy do roku, ale pod warunkiem że są one pokrywane i zachodzą w ciążę.
Kotki trzymane w domu mogą mieć ruję wiele razu w roku, przerywaną
tylko kilkoma dniami spokoju, zdarzają się też ruje ciągłe trwające
kilka miesięcy.
Mając kotkę musimy zdecydować się na jedno z dwóch rozwiązań: podawanie
środków hormonalnych (nie polecam, chyba że na krótki okres czasu lub
gdy stan zdrowia wyklucza zabieg) lub przeprowadzenie zabiegu.
No chyba że chcemy dochować się stada kotów których nikt nie będzie
chciał - nie łudźmy się że na takie malutkie, śliczne kocięta zawsze
się znajdzie chętny. Nie znajdzie się. Szczególnie jeśli będzie nam
zależało na dobrych opiekunach. Kotów jest zbyt wiele.
Inaczej sprawa ma się z kotkami rasowymi, na których potomstwo mamy chętnych.
Ale i tak, przy wielkiej liczbie wałęsających się i bezdomnych kotów,
każda decyzja o powiększeniu kociej rodziny powinna być głęboko
przemyślana i podjęta z pełną odpowiedzialnością.
W innym przypadku świadczy o zupełnym braku tejże odpowiedzialności.
W tym tekście często przewijał się problem kastracji.
Przy dzisiejszym stanie wiedzy jest to zabieg całkiem bezpieczny i mało obciążający dla organizmu, a przynoszący wiele pożytku.
U kocurów eliminuje zwyczaj znakowania terenu moczem, zmniejsza
skłonność do wałęsania się, znosi popęd płciowy, a także nie istnieje
już wtedy ryzyko wystąpienia chorób jąder i prostaty.
Kotka po zabiegu jest całkowicie bezpłodna i nie ma rui.
Zapobiega się także powstawaniu wielu groźnych chorób np. guzów
jajników, macicy i sutków (w odróżnieniu od suk - guzy takie u kotek
nie kastrowanych są bardzo częste i w przeważającej większości
złośliwe), a także ropomaciczu.
Kocur stanie się spokojniejszy, a jeśli wychodzi na dwór -
prawdopodobnie nie będzie się wdawał w ciągłe bójki (najczęstsze źródło
zakażeń śmiertelnymi chorobami wirusowymi, np. FIV) i nie będzie się
wałęsał.
Przyjmuje się że wykastrowane koty żyją ok. 3 lat dłużej niż ich płodni
kuzyni. Głownie z powodu ograniczenia występowania chorób jak i
zmniejszenie skłonności do włóczęgostwa wśród kotów.
Ludzie często stawiają koty na równi z ludźmi w tej kwestii - uważając
że skoro ludzi się nie kastruje, to krzywdą jest to także dla zwierząt.
Po pierwsze -
coraz częściej, mimo iż w Polsce jest to wciąż nielegalne z
niewiadomego powodu - kobiety i mężczyźni poddają się zabiegom
sterylizacji - z zupełną świadomością. Ponieważ nie chcą mieć dzieci, z
różnych powodów - emocjonalnych, zdrowotnych czy innych.
Ze względu na różnice w cyklu hormonalnym - ludzi czyni się bezpłodnymi
przez podwiązanie nasieniowodów u mężczyzn i jajowodów u kobiety.
Wycięcie jajników lub macicy niesie ze sobą poważne komplikacje zdrowotne oraz często psychiczne.
U kotek takie komplikacje niosłoby pozostawienie tych organów przy
jednoczesnym podwiązaniu właśnie jajowodów. Zwierzę nie tylko że nadal
cierpiałoby z powodu niezaspokojonego popędu a kocury nadal by znaczyły
- to w przypadku gdyby taka bezpłodna kotka miała możliwość być kryta -
cierpiałaby na poważne zaburzenia hormonalne z powodu nie zachodzenia w
ciąże mimo pokrycia. Często takie coś kończy się ropomaciczem.
Ciekawostką jest także fakt iż zdarza się że kotki po takim zabiegu -
po pewnym czasie mogą odzyskać płodność... Rzadko - ale zdarza się.
Ponadto kotka która ma ruje nie zakończone ciążą też jest narażona na zaburzenia hormonalne.
Podobnie jak ta której ruję likwiduje się preparatami hormonalnymi -
podawanymi w końskiej dawce - a tak właśnie wygląda antykoncepcja
hormonalna u kotek. Kobieta stosująca taką antykoncepcję bierze jedną
tabletkę dziennie. Kotka dostaje taką która ma jej wystarczyć na
tydzień lub co gorsza - dostaje zastrzyk z dawką hormonów które
rozkładają się i zużywają przez kilka miesięcy! Czyli w dzień po
zastrzyku w jej organizmie znajduje się ogromna ilość hormonów.
Po drugie
- czasem uważa się że kastracja jest niezgodna z naturą zwierzęcia.
Niezgodne z tą naturą jest w ogóle uniemożliwianie kontaktów
seksualnych kotom, ale równie niezgodne z naturą jest jakiekolwiek
leczenie chorego zwierzęcia czy choćby jego szczepienie! A przecież gdy
nasz pupil zachoruje - jeśli jesteśmy normalnymi ludźmi - to nie
będziemy patrzyli jak kona pod szafą tylko pojedziemy do lekarza,
prawda?
Natura czasem jest okrutna.
Stworzyła koty w taki sposób że kocica gdy tylko dorośnie - od razu
zaczyna rodzić. Eksploatuje się maksymalnie podczas wychowywania
młodych a gdy tylko podrosną - odstawia je i ponownie zachodzi w ciążę.
Trwa to jakieś 3 lata, po tym czasie kocica jest już fizycznym wrakiem
i ginie. Z powodu chorób, wycieńczenia - zwykle nie przeżywa zimy.
Podobnie jest z kociętami - jeśli ich matka jest na tyle niezaradna lub
ma pecha i nie jest w stanie ich wyżywić - to zginą.
Kocury mają troszkę łatwiejsze życie.
Ale też nie do końca. Spędzają czas na walkach w których odnoszą często
poważne kontuzje uniemożliwiające im zdobywanie pożywienia a koty
bardzo szybko giną z głodu i odwodnienia. Pogryzienia w wyniku walk są
często przyczyną zarażenia się groźnymi chorobami. Ogłupiałe z powodu
ruj u kotek kocury bardzo często padają ofiarą wypadków.
Często jako argument przeciwko kastracji podaje się fakt iż zwierzę
jest wtedy okaleczone, nieszczęśliwe. Kot nie ma świadomości co to jest
macica, jajniki czy jądra.
Organy te w naturze determinują w znacznym stopniu jego zachowanie -
kotka albo jest w ciąży albo właśnie wychowuje młode - kocur spędza
czas na walkach. Jednakże w dzisiejszych czasach już nic nie wygląda
tak jak kiedyś - praktycznie nie ma czegoś takiego jak naturalne
środowisko kotów, chyba że gdzieś na wsiach - jeśli człowiek się do
tego nie wtrąca np. topiąc kocięta....
Ale czy nawet tam, patrząc na to z humanitarnego punktu widzenia - jest
to etyczne (nie mówię o topieniu, bo to świadczy co najwyżej o
całkowitym zwyrodnieniu sprawcy)?
Eksploatowanie się do wycieńczenia kotki, śmierć kociąt? Tym bardziej
że nasz klimat nie jest idealny dla kotów - kotka ma w sumie szansę
wychować zaledwie jeden miot - wiosenny.
Pozostałe prawdopodobnie zginą ale zanim to się stanie kocica będzie
się do ostatniego żyjącego kociaka starała je uratować - eksploatując
swój organizm ponad wszelką normę.
Mimo to wolnożyjące kocice rodzą co najmniej dwa razy do roku, a często
częściej - co jest zupełnie bez sensu z punktu widzenia dobra gatunku
czy naturalnego zachowania. Z osłabionej kotki urodzą się osłabione
kocięta, które nawet nie zostaną dobrze przysposobione do życia zanim
nie pojawi się kolejny miot.
A wystarczy prosty zabieg by kocica mogła tak po prostu cieszyć się
życiem... Polować, wygrzewać się na słońcu... Pamiętajmy że kobieta,
zgodnie z naturą też powinna od momentu osiągnięcia dojrzałości rodzić
dzieci, jedno za drugim, póki tylko będzie w stanie, fizycznie - gdy
już nie będzie do tego zdolna - powinna umrzeć. A jednak stosujemy
środki antykoncepcyjne, aby móc cieszyć się tą dziedziną życia
człowieka jaką jest bliskość fizyczna.
Kotki mają inny cykl hormonalny, a poza tym akt płciowy ma u nich na
celu tylko poczęcie potomstwa - nie jest oznaką bliskości z innym
kotem. Wykastrowana kotka lub kocur po prostu nie czują "zewu natury" a
jednocześnie nie ponoszą tego konsekwencji - w wyniku kastracji
eliminuje się wiele chorób i niebezpieczeństw dotykających zwierzęta
nie wykastrowane. Nadal, już niemalże w formie mitów krążą opowieści
jak to kot wykastrowany traci całą osobowość i chęć do życia. Ja takie
opowieści wkładam do szuflady w której już leża inne, np. że koty
wysysają oddechy i duszą ogonami oraz podgryzają grdyki.
Osobowość kota i jego charakter, podobnie jak u ludzi, nie znajduje się
w jądrach i jajnikach. To cecha wrodzona, mająca swoje miejsce w mózgu
a nie w organach płciowych.
Owszem, zaburzenia hormonalne mogą się przyczynić do zmian zachowania -
ale jest to stan patologiczny. Poza tym - tylko ludzie mają świadomość
swojej płciowości i bardzo ważna jest dla nich atrakcyjność dla płci
przeciwnej - wiele kobiet wpada w depresje po zabiegach usunięcia
macicy - ale nie dlatego że coś im fizycznie dolega. Tutaj winna jest
psychika.
Gdyby taka kobieta nie wiedziała że już nie ma macicy i nie wiązałyby
się z tym problemy hormonalne - żyła by jak zawsze. Tyle że u ludzi po
takich zabiegach pojawiają się poważne zaburzenia hormonalne - ze
względu na specyficzny cykl - co wymaga podawania leków.
U kotek jest inaczej - one cykl płciowy mają całkiem odmienny.
Przypuszczam że opowieści te mogą mieć swoje źródło w fakcie iż wiele
kotów po kastracji wycisza się.
Ale tylko dlatego że nie są już wiecznie podminowane krążącym we krwi
nadmiarem hormonów płciowych które im każą robić wszystko by doszło do
poczęcia kolejnych kociąt. A to że kot miota się w sobie bo chciałby
ale nie może - wcale nie oznacza że jest znowu taki pełen temperamentu
i szczęśliwy.
Kotki najlepiej jest poddać kastracji po pierwszej rui, a więc w wieku ok. 6 miesięcy lub starsze.
Niektórzy lekarze zalecają kastrowanie zwierząt przed pierwszą rują,
ale nie jestem do tego przekonana, podobnie jak reszta weterynarzy.
Kotka wtedy jeszcze nie jest w pełni rozwinięta fizycznie, jest także
mała - co utrudnia przeprowadzenie zabiegu.
Oczywiście im wcześniej to zrobimy tym szybciej pozbędziemy się ryzyka niechcianej ciąży i wystąpienia chorób.
Gdy zdecydujemy się na kastrację naszego kota a mamy swojego stałego
lekarza lub szukamy takiego który ma go operować - porozmawiajmy z nim
o narkozie która będzie użyta do zabiegu.
Są bowiem narkozy lepsze i gorsze. Te drugie oczywiście - tańsze.
Jednak uważam że w takiej sytuacji nie ma co oszczędzać, tym bardziej
że koszt narkozy jest jedynie małą częścią ogólnych kosztów zabiegu.
Podczas rozmowy z lekarzem dowiedzmy się również ile osób będzie przy
zabiegu. Jeśli lekarz powie że tylko on - nie zgódźmy się na to.
Operujący lekarz nie ma możliwości obserwowania czy kotka oddycha -
chyba że zwierzę jest podłączone do monitora. Asysta jest konieczna.
W przypadku zaniku oddechu bardzo ważna jest szybka ingerencja - a to
jest baaardzo utrudnione w sytuacji gdy lekarz akurat jest zaaferowany
operacją.
Asystentem nie musi być inny lekarz - to może być nawet (jeśli jest
taka konieczność) właściciel zwierzęcia jeśli jest pewien że nie będzie
stwarzał problemów w czasie operacji. Chodzi po prostu o osobę która
przez cały czas operacji będzie kontrolowała czy kot oddycha. Oczywiście
ideałem byłoby operowanie kota w miejscu gdzie zwierzę jest przez cały
czas zabiegu podłączone do monitora pokazującego pracę serca.
Gdy już zdecydujemy się na lekarza i będzie ustalany termin zabiegu -
umówmy się kilka dni wcześniej na badania kota. Ideałem jest zbadać mu
krew (morfologia, kreatynina, mocznik i enzymy wątrobowe), mocz i
wykonać EKG. Oczywiście - nie zawsze jest to możliwe - choćby z powodu
trudności z dostępem do tego rodzaju diagnostyki.
Jednak osłuchanie serca i płuc kota, oraz wykonanie badań krwi - jest bardzo ważne.
W ogóle takie profilaktyczne badanie jest potrzebne - ale przed
operacją to już w ogóle - pozwala wykryć problemy z nerkami lub wątrobą
(w przypadku ich niewydolności zwierzę może mieć duże problemy z
pozbyciem się narkozy z krwi, nie mówiąc o potrzebie znajomości tego
faktu do rozpoczęcia leczenia zwierzęcia ) lub np. pozwala stwierdzić
czy kot nie ma problemów z krzepliwością krwi.
Osłuchanie serca daje przynajmniej przybliżony obraz jego stanu -
umożliwia wykrycie poważniejszych wad tego organu - co czasem może nie
dawać jeszcze objawów ale być przyczyną śmierci kota na stole
operacyjnym.
Poprośmy również lekarza o numer telefonu - żeby w razie jakichkolwiek
wątpliwości móc się z nim skontaktować. To bardzo ważne! Na wszelki
wypadek - jeśli istnieje taka możliwość - zapiszmy sobie jeszcze
dodatkowo numer tel. innego weta lub lepiej - pogotowia wet. lub
lekarza który wyjeżdża na wizyty domowe.
Na 12 godzin przed operacją nie podajemy kotce żadnego jedzenia, zapewniając jednak nieograniczony dostęp do wody.
W gabinecie lekarskim weterynarz poda jej w zastrzyku narkozę, po której spokojnie zaśnie.
Sama operacja polega na usunięciu jajników i macicy. W zależności od
preferencji lekarza nacięcie dł. ok. 4 cm. (czasem mniejsze) będzie
wykonane na brzuchu lub z boku.
Niektórzy lekarze oddają zwierzę już kompletnie wybudzone, inni takie jeszcze senne i odurzone.
Jeśli jest to nasza pierwsza kastracja lub nie czujemy się na siłach
przejść sami w domowym zaciszu przez ten najgorszy czas wybudzania, lub
boimy się powikłań z którymi możemy sobie nie poradzić - poprośmy by
kotka mogła posiedzieć w gabinecie do czasu zupełnego wybudzenia.
Nie należy nalegać w przypadku kastracji kotki na podawanie narkozy z wybudzaczem.
Zwykła narkoza działa jako swoisty środek znieczulający a na dodatek -
kotka po niej szybko się męczy i po operacji najczęściej po prostu śpi,
co jest najlepsze w tej sytuacji.
Przy podaniu narkozy z wybudzaczem kotka, owszem, błyskawicznie dojdzie
do siebie, ale to będzie oznaczało że będzie od razu chciała się
normalnie poruszać, będzie aktywna a co za tym idzie - będzie cierpiała
ból oraz narażała się na kontuzje. Z tego też powodu nie należy nalegać
na lekarza by podał kotu leki przeciwbólowe - nie są one wskazane -
przynajmniej tuż po operacji. Jeśli
kot już po zupełnym wybudzeniu się nadal okazuje cierpienie, nie chce
chodzić, jest obolałe - wtedy dopiero należy mu podać leki
przeciwbólowe.
Po przyniesieniu małego pacjenta do domu należy ułożyć go w
bezpiecznym, ciepłym miejscu, najlepiej jeszcze dodatkowo przykrywając
kocykiem - koty po operacjach bardzo łatwo się wychładzają. Nam
pozostaje tylko obserwacja czy kot oddycha normalnie.
W przypadku zakłóceń oddechu należy natychmiast skontaktować się z lekarzem!!!
Gdy zauważymy że kot przestał oddychać - nie panikujmy! - należy od
razu przystąpić do akcji ratunkowej - która jest dosyć prosta - po
prostu należy za wszelką cenę starać się obudzić kota. Podnosić go na
łapy, potrząsać nim, pozapalać światła, włączyć głośną muzykę -
zapewnić kotu maksymalną ilość bodźców - ale przede wszystkim należy
starać się go wybudzić fizycznie - przez podnoszenie, potrząsanie.
Jeśli zrobi się to wystarczająco szybko - kot bez problemu się wybudzi
i zacznie sam oddychać.
Jeśli jednak w ciągu kilkudziesięciu sekund nie uda nam się kota
obudzić - należy przystąpić do reanimacji. Zamykamy koci pysk,
wcześniej wysuwając język poza zęby. Pyszczek owijamy dłońmi i powoli
wdmuchujemy powietrze przez nos kota. Uwaga! Lepiej żeby tego powietrza
było mniej niż więcej - klatka piersiowa kota powinna się lekko unosić.
Po 5 takich oddechach - zaczynamy znowu kota budzić.
Jeśli jest z nami druga osoba - powinna od razu skontaktować się z
najbliższym lekarzem i ściągnąć go do domu. Jeśli tylko serce kota bije
- takim sztucznym oddychaniem powtarzanym co kilkanaście sekund lub
stałym - możemy zwierzę spokojnie przetrzymać do czasu przyjazdu
lekarza. Ważne jest by nie doszło do niedotlenienia.
Dlatego właśnie nie wolno kota po żadnej operacji (nawet po usuwaniu
kamienia nazębnego) pozostawiać samemu sobie - najlepiej położyć się
obok niego i obserwować czy wszystko jest ok. Na szczęście wszelkie
powikłania pooperacyjne zdarzają się bardzo rzadko. Piszę o bezdechu
pooperacyjnym na wszelki wypadek - warto przygotować się na wszystko i
wiedzieć co może się wydarzyć.
Rodzaj użytej narkozy ma wpływ na szybkość powracania kotki do
przytomności. Moja najstarsza kotka oprzytomniała do końca dopiero po
kilkunastu godzinach, przesypiając najgorszy czas po operacji. Po
prostu obudziła się nad ranem całkiem sprawna i bez oznak bólu.
Trzeciego dnia skakała po szafkach i meblach jak zawsze. Gaja była
prawie przytomna już z chwilą powrotu do domu - później weszła pod
kołdrę i spała ze mną do rana.
Kiedy to przeciągnęła się i potruchtała do kuchni na śniadanie.
Jednak reakcje bywają bardzo różne - zależą od organizmu kotki i
narkozy. Zdarza się czasem że wybudzanie wygląda dosyć dramatycznie.
W takim przypadku zwierzę drży, miota się i nie może ustać na nogach.
Mogą wystąpić wymioty. Jest to trochę przykry widok, jednak z każdą
minutą następuje poprawa koordynacji ruchowej i wkrótce kotka może
ustać o własnych siłach.
Powrót do poprzedniej kondycji następuje bardzo szybko, i często już na
następny dzień nie widać żadnych śladów niedomagania z poprzedniego
dnia.
Oczywiście wszystko zależy od indywidualnych skłonności organizmu, na
tę samą narkozę różne koty różnie reagują. Dlatego nie należy martwić
się gdy np. jeszcze na drugi dzień zwierzę jest senne i osowiałe, mimo
iż kotka znajomej operowana u tego samego lekarza już w pierwszy dzień
była całkiem przytomna.
W razie wątpliwości zawsze można zadzwonić do lecznicy i poradzić się weterynarza.
Ważne jest by kotkę która się wybudza zabezpieczyć przed wypadkami. Ona
nie zdaje sobie sprawy że teraz nie może już wskoczyć z wdziękiem na
krzesło lub za wersalkę. Na dodatek może obijać się o ściany. Dlatego
należy towarzyszyć takiemu kotu na każdym kroku i pilnować.
Wiele osób popełnia błąd - starając się na siłę ograniczyć ruchliwość kotki przytrzymując ją.
Nie powinno się tego robić. Kocica w takiej sytuacji miota się, wyrywa.
A to może jej bardzo zagrozić - np. rozerwaniem rany. Jeśli chce
chodzić - niech chodzi. My tylko pilnujmy jej, a gdy np. zbliża się do
ściany lub wersalki - po prostu ja zawróćmy.
Prawdopodobnie będzie szła tam gdzie ją skierujemy a po krótkim czasie zmęczy się i zaśnie.
Często kotki pod wpływem narkozy moczą się. Należy o tym pamiętać i
mieć pod ręką jakiś ręcznik do wytarcia kocicy. Jeśli kotka spokojnie
śpi - można pod nią podłożyć kawałek folii przykrytej materiałem -
zabezpieczy to nasz dywan lub koc.
Niektórzy zalecają stosowanie kubraczków w celu zabezpieczenia rany pooperacyjnej.
Ja jestem im przeciwna - no chyba że istnieją naprawdę bardzo ważne wskazania .
Zazwyczaj kubraczki są źle uszyte, niedopasowane do kota. Poza tym same
też ciągle drażnią ranę dodatkowo nie dopuszczając do niej odpowiedniej
ilości świeżego powietrza. Ale ich największą wadą jest to że stanowią
wielki dyskomfort dla większości kotów.
Kotka nie chce w tym chodzić, leży na ziemi i jest bardzo nieszczęśliwa. Owszem - szwów sobie nie wyciągnie, ale co z tego?
Albo ciągle czuje się jak baleron, albo cały czas próbuje się z niego
wyzwolić narażając się na ryzyko uwięźnięcia łapy podczas takich prób.
Istnieje jeszcze trzecia możliwość - kotka cały ten czas leży i nic nie robi....
Jeśli już musimy ubrać kocicę w kubrak - kupmy go wcześniej i dokładnie
przymierzmy jeszcze przed operacją - żeby nie zaistniała taka sytuacja
gdy już po zabiegu okaże się że kotka ledwo może w nim oddychać.
Znacznie lepsze doświadczenia mam z kołnierzami.

Istnieją też szwy wewnętrzne - niedostępne
dla kota. Jest też specjalny szew którego niestety część lekarzy po
prostu nie zna. Jest on robiony nie nicią ale specjalną żyłką wiązaną w
specyficzny sposób. Kot nie może się lizać bo go ta żyłka drapie i
kłuje w język ;).
Żadna z kotek które były u mnie kastrowane (moje i te dla których szukałam domu) nie miała zakładanego kubraczka.
Żadna też nie uszkodziła sobie rany. Przy odrobinie zainteresowania i
uwagi z naszej strony, oraz przy pomocy weta który założy właściwy szew
- kotka ma szansę spokojnie przeczekać ten trudny okres po operacji.
Gdy kotka interesuje się raną - załóżmy jej przygotowany wcześniej
kołnierz. Dobre samopoczucie psychiczne jest bardzo ważne przy
rekonwalescencji - a trudno o to gdy kocica jest skrępowana i nie chce
się ruszać.
Kołnierz też należy zakupić jeszcze przed zabiegiem i dokładnie
przymierzyć - tak żeby nie utrudniał kotu ruchów i normalnego
funkcjonowania, ale i zabezpieczał skutecznie przed jego zakusami w
kierunku rany.
Na szczęście wiele kołnierzy dla kotów ma regulację. Ideałem byłoby
zakładać taki kołnierz kotu już na kilka dni przed zabiegiem - na parę
minut a zdjęcie nagradzać smakołykiem - żeby się przyzwyczaił.
Szwy ściąga się po 8-9 dniach, chyba że były zastosowane nici biologiczne - rozpuszczające się, ale to już powie nam lekarz.
W międzyczasie należy pozwalać kotce na wszelką aktywność poza wysokimi skokami i zeskokami. Tego należy całkowicie unikać.
Kotka może nie zdawać sobie sprawy że w momencie skoku poczuje bardzo
silny i ostry ból - co może skończyć się dotkliwym upadkiem. Upadek lub
zeskok - może spowodować powstanie przepukliny pooperacyjnej.
Kocury kastruje się w trochę późniejszym wieku, gdy zaczynają już znaczyć.
Najlepszy wiek to ok. 8-9 miesięcy - do roku. Wszystkie czynności przed
i pooperacyjne wyglądają tak samo jak u kotek. Jedynie sam przebieg
operacji wygląda inaczej.
W przypadku kocura jest to raczej zabieg. Jądra zostają usunięte poprzez dwa małe nacięcia wykonane w mosznie.
Wszystko trwa zaledwie kilka minut. Stosuje się też słabszą narkozę, tak więc kot o wiele szybciej dochodzi do siebie.
Jeśli wet poda narkozę z wybudzaczem - możliwe jest że kot na własnych
łapach wejdzie do domu i od razu poleci do miseczki z jedzeniem :) W
przeciwieństwie do kotek - kocurowi nawet wskazane jest podawanie
takiej narkozy i warto się o nią upomnieć przed kastracją.
W przypadku samców nie ma potrzeby żeby kot po zabiegu spał - ranki są
na tyle małe że często nawet nie zakłada się szwów (tak naprawdę to ich
zakładanie jest błedem, prowokuje kota do lizania, interesowania się
miejscem nacięcia) - a pusta moszna szybko się obkurcza. Im kot
szybciej wróci do formy - tym lepiej.
Każdy zabieg operacyjny jest obciążony pewnym ryzykiem - również kastracja.
Oto na co należy zwrócić uwagę po przyniesieniu operowanego kota do domu i przez pierwsze kilka dni:
Pierwszego dnia:
- czy kot oddycha równo i miarowo. Może
mieć oddech przyspieszony lub troszkę wolniejszy - ważne jest czy nie
ma przerw lub szybko następujących po sobie oddechów a później kilku
wolnych. W takiej sytuacji - jeśli trwa to jakiś czas, należy jak
najszybciej skontaktować się z lekarzem.
- czy z rany nie wypływa świeża krew - może to oznaczać krwotok.
Może pojawić się kropla lub dwie surowiczego płynu zabarwionego krwią -
to nie jest niepokojące. Jeśli jednak jest tego dużo lub widać czystą
krew - wymaga to szybkiego kontaktu z lekarzem.
- kot pod wpływem narkozy musi mieć ciepło. Jeśli leży na podłodze
(najbezpieczniejsze dla niego miejsce) to na jakimś kocu i przykryty a
w pokoju powinno być ciepło - ze szczególnym uwzględnieniem podłogi.
Gdy mimo to przez długi czas kot jest półprzytomny i czujemy wyraźnie
że jest zimny - skontaktujmy się z lekarzem - być może trzeba będzie
kota szybko wybudzić.
- kot po przyniesieniu do domu powinien być już choćby częściowo
przytomny. Jeśli był, nawet chodził a nagle widzimy że robi się
wyraźnie słabszy lub traci przytomność i nie daje się obudzić, ciężko
oddycha, sapie - należy na niego zwrócić uwagę. Jeśli po odpoczynku ten
stan nie minie - również zadzwońmy do lekarza.
- kot po operacji może wymiotować, moczyć się pod siebie - to jest normalne i nie powinno budzić niepokoju.
W ciągu kolejnych 5 dni:
-
zwracajmy uwagę na to czy kot zupełnie wrócił do siebie. 2 doby po
operacji nie powinien mieć już żadnych zaburzeń równowagi ani
poruszania się. Może być obolały - to oczywiste choć wcale tak często
się nie zdarza. Ale iść powinien zupełnie normalnie - nie zataczając
się ani nie przewracając
- zaobserwujmy czy ranka wygląda ładnie - nie powinna być
obrzęknięta, zaczerwienienie może się pojawić na krótko ale tylko
minimalne i punktowe, ale najlepiej żeby go w ogóle nie było. Z rany
nie powinno nic wypływać, nie może mieć ona brzydkiego zapachu.
- obserwujmy jak czuje się kot - czy ma apetyt, czy pije normalnie,
czy nie jest osowiały i nie ma podwyższonej temperatury - nic z tych
rzeczy nie powinno mieć miejsca.
Nie
piszę o tych możliwych powikłaniach po to żeby kogoś straszyć. Moim
celem jest by właściciel kota wiedział czego może się spodziewać i
umiał w takiej sytuacji właściwie zareagować. Żeby nie panikował jeśli
nie zachodzi ku temu potrzeba, ale i żeby nie zlekceważył możliwego
niebezpieczeństwa. Właściwa i szybka reakcja zazwyczaj wystarcza do
zażegnania problemów.
Które zresztą wcale nie zdarzają się tak często :)
Zdrowe, w dobrej kondycji koty - zazwyczaj doskonale znoszą zabiegi operacyjne i szybko wracają do pełnej formy. 

Tak wygląda
kocurek tuż po kastracji - dwie malutkie, nawet nie zszywane, ranki na
mosznie. Błyskawicznie się goją, nie pozostanie po nich nawet ślad.
|