| Zabezpieczenie kota po operacji |
|
|
| sobota, 31 styczeń 2009 | |
ZABEZPIECZENIE KOTA PO OPERACJI![]() Zdarzają się koty które w ogóle nie zwracają uwagi na rany - ale nawet w takim przypadku nie ma żadnej pewności że w jakimś momencie - np. w wyniku zaswędzenia lub urażenia - kot nagle nie zniweczy całej pracy lekarza i uwagi opiekuna - rozrywając szwy lub je wyciągając. Przeciętnemu kotu wystarczy kilka minut by doprowadzić się do stanu bardzo komplikującego leczenie lub wręcz wymagającego ponownej operacji - tym razem zszycia rozerwanej rany. Nie jest to proste - podczas rozlizywania kot wprowadza pod skórę całą masę bakterii i zanieczyszczeń, rana więc staje się zakażona - przede wszystkim bakteriami beztlenowymi. Na dodatek często zachodzi potrzeba wycięcia tkanki po brzegach całej rany - żeby umożliwić jej ponowne zrośnięcie. ![]() Taka rana jak na zdjęciu powyżej - gdyby kot się do niej dorwał - stwarza wręcz ryzyko utraty życia. Oczywiście mniejsze rany są bardziej bezpieczne - ale przy odrobinie pecha kot może napytać sobie ogromnej biedy ingerując w proces leczenia. Dlatego rana pooperacyjna u kota zawsze powinna być zabezpieczona. Jeśli operacja ma być planowana (np. kastracja kotki)- zawsze warto już wcześniej wypróbować w czym zwierzę będzie najlepiej się czuło. Bardzo często stosowanym sposobem zabezpieczenia kota przed dobraniem się do rany są kołnierze. Choć taki kołnierz można zrobić sobie samemu - to jednak najpraktyczniej, najwygodniej i najbezpieczniej jest go kupić dobierając rozmiar do wielkości kota. W pierwszym momencie kotu zapewne bardzo nie spodoba się to ograniczenie jego wolności ale jeśli przetrzyma się początkowy bunt - zazwyczaj kot po pewnym czasie godzi się z losem i zaczyna uczyć jak funkcjonować z tą wątpliwą ozdobą jego jestestwa :) Kołnierz bardzo dobrze zabezpiecza przed kotem rany w sumie całym ciele - choć niektóre koty są bardzo gibkie i trzeba sprawdzić czy zwierzak mimo kołnierza nie sięga np. do rany na tylnej łapie. Jeśli mu się to udaje - to można do krawędzi kołnierza doczepić (np. za pomocą zszywacza tapicerskiego) dodatkową warstwę - np. z kliszy RTG - tak żeby go przedłużyć. Jeśli kot potrafi się wygiąć na tyle że co prawda do rany pyskiem nie sięga - ale za to jeździ krawędzią kołnierza po szwach - wtedy można jego brzegi okleić np. plastrem - tak jak na zdjęciu na samej górze - dzięki temu krawędzie staną się miększe i bardziej opływowe. Czasem zachodzi potrzeba wykonania operacji na kociej głowie - np. usunięcia gałki ocznej i zaszycia powiek. Takie rany zazwyczaj dosyć mocno kota swędzą i ten kombinuje jak się do nich dobrać. Przez kołnierz łapami sobie nie poradzi - niestety niektóre koty mają "ciekawe" pomysły... Np. wyszukiwanie w mieszkaniu ostrych kantów i ocieranie się o nie. Na to kołnierz wiele nie poradzi - a kot może sobie bardzo ranę uszkodzić. Podobnie jest gdy w mieszkaniu jest kilka kotów i kolega próbuje pomóc operowanemu kotu - np. liżąc go po ranie. Niestety - sami musieliśmy kiedyś borykać się z takim problemem czy raczej - z nadmierną pomysłowością kociego rekonwalescenta. No ale od czego nasza pomysłowość? :) A oto jak wygląda nasz wynalazek który sprawdził się doskonale :) ![]() Jest to typowy kołnierz z zabezpieczającą siatką z przodu - uniemożliwia ona zaszkodzenie ranie. Siatka jest metalowa (dzięki temu sztywna i mocna), przyczepiona do kołnierza opaskami kablowymi - choć może to być cokolwiek co utrzyma stabilnie całość. Cała konstrukcja jest na tyle lekka że mimo iż dotyczyła malutkiego, drobniutkiego kocurka - jedynie w niewiele większym niż sam kołnierz stopniu utrudniała mu normalne funkcjonowanie. Kanty siatki należy tak pozaginać żeby nie odstawały - bo to może prowokować próby zdjęcia kołnierza przez zaczepianie go - także może być przyczyną ciągłego utykania kota w wyniku zahaczania się np. o firanki, narzuty itp. ![]() Kocurek w unowocześnionej wersji kołnierza był całkiem samodzielny - nawet potrafił w nim pić (choć to wymaga nadzoru - bo jednak czynność ta jest bardzo utrudniona i trzeba sprawdzać czy kot faktycznie pije). Poza tym skakał po parapetach, biegał za kotkami, bawił się i wspinał na drzewko :). Na zdjęciu widać że Krecik jest w szelkach i to do nich przypięty jest kołnierz - niestety - niektóre koty potrafią same zdjąć kołnierz - nawet najlepiej dopasowany. Wtedy jedynym - ale za to bardzo skutecznym rozwiązaniem jest właśnie taki patent. Z tym nawet najsprytniejszy kot sobie nie poradzi :) Niektóre koty bardzo źle znoszą kołnierze. Wtedy - jeśli lokalizacja rany na to pozwala - można zastosować tzw. kubraczek. Jednakże ja do nich podchodzę bardzo ostrożnie - zazwyczaj są niedopasowane do kota, prowokują go do usilnych i zazwyczaj skutecznych prób wydostania się uwięzi. A nawet jeśli kotu się to nie uda - to często leży plackiem przez czas noszenia na sobie kubraczka - demonstrując jak jest nieszczęśliwy. Ponadto gdy zajdzie potrzeba zdjęcia kubraczka - np. w celu wyprania go - to ponowne założenie może stwarzać ogromne problemy. Pod kubraczkiem nie widać też rany a zazwyczaj ubranka te mają taką konstrukcję że trudno bez zdejmowania całości zajrzeć do środka. Owszem - czasem jest konieczne zastosowanie kubraczka - ale osobiście znacznie bardziej cenię kołnierze - jeśli tylko jest możliwość ich użycie. Ważne jest by kołnierz był właściwie dobrany rozmiarem oraz trzymał się porządnie na obroży lub był dodatkowo zabezpieczony szelkami. Tekst oraz zamieszczone w nim zdjęcia pochodzą ze strony: http://kocia_stronka.republika.pl/ochrona.html |









